
Złota
Znachorka, która ufa tylko temu, co potrafi nazwać — i wieś, w której rany goją się za szybko.
Zora leczy ludzi od dwudziestu lat i nie wierzy w cuda — tylko w to, co da się nazwać i policzyć. Gdy z odległego przysiółka Jary przychodzi wieść o kościach, które zrastają się w miesiąc zamiast w trzy, pakuje torby nie po błogosławieństwo, lecz po wyjaśnienie.
We wsi mówią, że to dar. Mała Inka nosi na sznurku ciepły, złotawy drobiazg i nazywa go „moją złotą". Zora zamierza dowiedzieć się, co to naprawdę jest — nawet jeśli odpowiedź jej się nie spodoba.
Ciepła, kameralna opowieść o tym, że można mieć rację i wciąż nie wszystkiego naprawić — i że to jeszcze nie klęska. Pierwsze spojrzenie na świat, który jest piękniejszy i dziwniejszy, niż ludzie pozwalają sobie wiedzieć.